autobiografia
Niniejsza autobiografia jest jedyn? przez mnie autoryzowan? wersj?, wa?na przez ca?y rok 2004 albo nawet d?u?ej. Tylko tutaj mo?ecie si? dowiedzie? ca?ej, aktualnej prawdy.
Urodzi?em si? jako wczesny wodnik w styczniu roku 1992, czyli w roku 2004 b?d? obchodzi? swoje 12 urodziny. Ju? si? ciesz? na wiek dojrza?o?ci.
Imiona moich rodziców to Christian i Sigrun. Podaj? to, bo zauwa?y?em zaraz na pocz?tku mojego pobytu w Polsce, dziewi?? lat temu, jaki to ciekawy fakt dla Polaków, zw?aszcza dla urz?dników. Panuje uzasadniony strach, ?e bez podania imion moich rodziców kto? mog?by mnie pomyli? z jakim? innym Steffenem Möllerem, który równie? ma 12 lat, pochodzi tak samo z Wuppertalu ko?o Kolonii i ma podobne k?opoty z aspektami czasownika polskiego, czyli form? niedokonan? i dokonan?.
Przyk?ad: Ja nigdy nie wiem, czy w styczniu "s-ko?cz?" 12 lat czy "b?d? ko?czy?". Kurcz? pieczon?! Faworyzuj? emocjonalnie form? niedokonan?, czyli "b?d? ko?czy?", bo jak móg?bym mówi? o czym? dokonanym w przysz?o?ci? A? takim optymist? ju? nie jestem, po tylu latach w Polsce asymilowa?em si? do polskiego pesymizmu. Podejrzewam, ?e forma dokonana odnosz?ca si? do przysz?o?ci jest typowym atawizmem j?zykowym i zniknie wkrótce.
Wuppertal jest miastem wielko?ci Bydgoszczy (sorry, Toru?czycy! Za to WY jeste?cie bli?ej Wis?y ni? my!) i le?y przy autostradzie A 46 w drodze do Düsseldorfu. Chcia?bym tu podkre?la?, ?e i Wuppertal i A 46 s? w by?ym RFN'ie - przysi?gam, ?e nie w NRD. Kiedy? w taksówce ?artowa?em, ?e Wuppertal jest niedaleko Lipska - a taksówkarz zatrzyma? samochód i by? gotowy mnie wyrzuci?. Musia?em mu palcem na mapie udowodni?, ?e rzeczywi?cie tylko ?artowa?em. Od tej pory wiem, ?e w autobiografiach nie wolno ?artowa?. Wi?c dla waszej orientacji geograficznej: Przyje?d?aj?c z Polski musicie najpierw mija? Berlin, pó?niej Hannover, Zag??bie Rury, a Wuppertal rozpoznajecie po tym, ?e na pewno akurat pada deszcz.
Poza deszczem i pewnym dziwnym tramwajem wisi?cym do góry nogami na rusztowaniu, maj?cym ponad 100 lat, nazywaj?cym si? "Schwebebahn" (ale i tak nikt mi nie wierzy, a to szkoda) znajdziecie jeszcze inn? ciekawostk? w Wuppertalu. Mianowicie piecze si? tam najlepszy chleb na ?wiecie, nazywa si? "Hallschlager", jest szary, szorstki i szczery, s?owem jak my Wuppertalczycy. Gdyby chodzi?o w ?yciu wy??cznie o znalezienie/znajdowywanie najlepszego chleba, nie musia?bym opu?ci? Wuppertalu. Ale wiadomo, ?e jednak chodzi o co? wi?cej, na przyk?ad o znalezienie/znajdowywanie prawid?owego aspektu czasownika, wi?c postanowi?em studiowa? w Berlinie. Ci?g do stolic mi zreszt? pozosta?, dlatego od o?miu lat wol? mieszka? w Warszawie ni? w Krakowie (sorry, Krakusi, ale u was te? mieszka?em 8 miesi?cy).
Co ja tam studiowa?em w Berlinie? Oj, trudno mi pami?ta?! Berlin to takie ciekawe miasto, mia?em naprawd? lepsze rzeczy do roboty ni? zaj?cia, je?dzi?em na przyk?ad ca?y czas skuterami albo ?piewa?em i gra?em na kontrabasie w moim w?asnym zespole "Die Harten Schanker". Z cudem graniczy, ?e pewnego dnia pod koniec roku 1994 sko?czy?em studia jako magister filozofii i teologii protestanckiej. Maj?c wtedy dwa lata by?em oczywi?cie najm?odszym absolwentem wszech czasów. Do dzi? nad moim ?ó?kiem wisi dyplom uznania za to od rektora Wolnego Uniwersytetu w Berlinie.
I teraz o prze?omie mojego ?ycia. Czyli o decyzji wyjazdu do Polski i zerwaniu ze skuterami i zespo?em.
Wszystko za spraw? jednego, dla mnie superegzotycznego plakatu na tablicy informacyjnej przy uniwersyteckiej sto?ówce w Berlinie. "Kurs j?zyka polskiego w Krakowie, 2 tygodnie, 600 marek." Co tu du?o gada?: Ów plakat mnie zabi?. Postanowi?em na miejscu, ?eby wyruszy? do tego Krakowa, chocia? koledzy z zespo?u stukali sobie mocno w czo?o: "Co ty tam chcesz w Azji?"
Przysi?gam: Taka jest ca?a, skromna prawda o tej decyzji. ?adna dziewczyna, ?adni przodkowie, ?adne marzenia wykupienia ca?ego kraju. No, by? mo?e doda? trzeba, ?e w?a?nie zaciekawienie, które wzbudzi?a moja decyzja w?ród znajomych, potwierdzi?o mi w?a?nie, ?e warto tam pojecha?. Tak? mam natur?, prawie jak Polak. Wieczny buntownik. ?atwo wi?c wywnioskowa?, dlaczego ju? tak d?ugo wytrzymuj? w Polsce. Bo na pocz?tku Niemcy, a teraz sami Polacy nie rozumiej?, jak mog?em...na przyk?ad Pan Edmund tu w Warszawie, sklepikarz, uwa?a mnie za totalnego frajera: "Jak mo?na dobrowolnie przyje?d?a? z Reichu do Polski?"
Przez sze?? lat pracowa?em jako nauczyciel j?zyka niemieckiego, najpierw w najstarszym warszawskim liceum, im. Królowej Jadwigi (rok za?o?enia 1872), pó?niej we wszystkich prywatnych Business-Szko?ach stolicy i na Uniwersytecie Warszawskim. Od roku 2002 wyst?puj? ju? tylko jako kabareciarz i... no, jako aktor. Mo?e opowiem Wam za rok w nast?pnej autobiografii, jak dosz?o do tego aktorstwa. Na razie ju? jestem zm?czony.